Psychologiczny aspekt odchudzania (część 2).

Myślą przewodnią poprzedniego artykułu na temat psychologicznych aspektów odchudzania odpowiedzialności było zagadnienie brania odpowiedzialności za swój sukces treningowy. Przyjrzyjmy się teraz fizjologicznym prawom rządzącym naszymi zachowaniami.

Odpowiedni trening, ścisła dieta, dodatkowo codzienne ćwiczenia aerobowe – mamy motywację, więc to dla nas bułka z masłem. Czy aby na pewno? Otóż zazwyczaj tego typu wielkie kroki kończą się na wielkich przygotowaniach, dwóch lub trzech próbach, a następnie zniechęceniu do działania, przekładaniu na później np: od przyszłego poniedziałku, albo prostym wniosku, że to jednak nie dla nas i popadnięciem w jeszcze gorszy stan psycho-fizyczny. Dlaczego tak się dzieje? Nawiążę bardzo ogólnie do budowy naszego mózgu. Podstawą jest pień mózgu, który nazywany „mózgiem gadzim”, wykształcił się on ok. pięciu milionów lat temu. Powoduje, że śpimy i budzimy się, przypomina naszemu sercu, że powinno bić. Nad pniem znajduje się śródmózgowie, czyli „mózg ssaczy”, który występuje u wszystkich gatunków ssaków od ok. trzystu milionów lat. Reguluje on wewnętrzną temperaturę ciała i zarządza emocjonalną reakcją „walki lub ucieczki” w obliczu zagrożenia. Trzecim elementem, pozwalającym na bycie w pełni człowiekiem jest źródło wykwitu, cywilizacji, kultury i sztuki, czyli kora mózgowa. Za wszelkie zmiany oraz proces twórczy odpowiada właśnie ona.

Opisywany układ mózgu działa bardzo płynnie, a jego funkcje przenikają się wzajemnie. Często, gdy pragniemy dokonać zmiany doświadczamy blokady. Za tą reakcją stoi śródmózgowie, a dokładnie obszar zwany ciałem migdałowatym. Kontroluje ono mechanizm alarmowy w wypadku zagrożenia. Z dużą zmianą wiąże się zawsze strach, a więc i reakcja obronna. Ciało migdałowate spowalnia działanie innych funkcji, tak by racjonalne bądź twórcze myślenie nie przeszkadzało w podjęciu walki lub ucieczki. W uproszczeniu wygląda to tak:

duża zmiana → strach → ograniczenie dostępu do kory mózgowej → porażka
mała zmiana → ominięcie strachu → dostęp do kory → sukces

Naszym zadaniem jest „oszukanie” części mózgu, by strach przed dużą zmianą nie stanął nam na drodze do sukcesu. Jak więc ma wyglądać mała bezstresowa zmiana? Zaczynamy od systematycznego robienia około 1/10, a nawet 1/20 początkowych zamierzeń. Na przykład wyznaczamy w ciągu dnia czas na ćwiczenia, na tyle krótki by nie kolidował nam z innymi zajęciami i by nie kusiło nas, by przełożyć go na kiedy indziej. Spędzamy go na aktywności fizycznej 5-10 minutowej, podczas której możemy nawet czytać książkę lub patrzeć w telewizor. Jest tylko jeden warunek – ćwiczymy codziennie i zero kompromisów. Chodzi o wyrobienie nawyku. Zostało dowiedzione, że jeżeli wykonamy jakąś czynność około 28 razy pod rząd stworzy się nawyk. To samo dotyczy diety. Zaczynamy od wyeliminowania jednego niezdrowego składnika i jednocześnie zmniejszamy porcję o dwa pierwsze kęsy (zróbmy to na początku posiłku, bo później nie damy rady oprzeć się pokusie).

Kolejnym krokiem jest zaciekawienie naszego umysłu tematem. Wiemy doskonale, że najłatwiej uczymy się rzeczy, które nas ciekawią, albo które dają nam rozrywkę. Pojawia się tutaj kolejny powód dla którego warto ćwiczyć z trenerem jako łącznikiem ze światem sportu, kimś kto przybliży nam temat i nim zaciekawi, z kimś z kim miło spędzimy czas, a może nawet zawiążemy przyjaźń.

By ćwiczyć efektywnie nie można traktować treningu tylko jako niegroźnego obowiązku. Należy skupić się na drodze, a nie na samym celu. Warto rozmawiać z osobami, które odniosły sukces. Czytać zwieńczone sukcesem relacje tych, którzy mieli podobny problem do naszego, przeglądać prasę fitness i porady żywieniowe, oglądać filmy w Internecie dotyczące sposobu ćwiczeń i wszystkiego związanego z tematem. Z czasem zauważymy, że coraz bardziej nas to interesuje i nie możemy doczekać się chwili treningu, czy też samego przyjścia do klubu fitness.

Gdy już uporaliśmy się z problemami psychologicznymi, trenujemy, stopniowo zwiększamy czas i intensywność naszych ćwiczeń, mamy ustaloną dietę i ogólnie lubimy to co robimy, pozostaje dodać sobie trochę kreatywności. Pojawia się tutaj miejsce na tak zwane „małe pytania”. Są to pytania kierowane do samych siebie, które zadajemy w myślach parę razy dziennie, tak jakbyśmy rozmawiali z inną osobą. Technika ta jest stosowana także w biznesie i celem jej jest usprawnienie działania wielkich firm. W omawianej kwestii będzie również bardzo pomocna. Oto przykładowe pytania, jakie możemy sobie zadawać w ciągu dnia:

• Co dziś zrobiłbym inaczej, gdybym chciał przyspieszyć proces mego chudnięcia?
• Co dodałbym/wyrzucił z diety, gdyby moje zdrowie było dla mnie najważniejsze?
• Jak mogę lepiej zorganizować dzisiejszy dzień, by mieć więcej czasu na trening?
• W jaki sposób przypominać sobie o piciu większej ilości wody?
• Gdybym chciał iść na jogging do parku, to gdzie bym się udał i co ze sobą zabrał?
• O czym chciałbym dziś porozmawiać ze swoim trenerem?

Można oczywiście układać swoje własne pytania, mając jednak wzgląd na to, by nie były one zbyt zobowiązujące np: ile przysiadów więcej dziś zrobię? Takie podejście powoduje niepotrzebną presję, a więc i stres. Pytania należy zadawać w kontekście „co by było gdyby” i bawić się tym, pozwolić umysłowi na snucie kreatywnych wersji. Zaskakujące czasem bywa, jak sami możemy być pomysłowi, gdy tylko sprzyjające warunki do uwolnienia naszego potencjału.

Uwolnienie się od stresu i nabranie wewnętrznej ochoty do działania są najważniejsze. Droga do naszej wymarzonej sylwetki może być naprawdę przyjemna i wzbudzić w nas potencjał, z którego nie zdawaliśmy sobie sprawy. Jest tylko jeden warunek – systematyczność. Na tyle musimy się zdobyć. Jeżeli raz odpuścimy i przekonamy się, że świat się nie zawalił, to potem będzie już tylko łatwiej o następne zaniedbania. Działamy dla siebie, działamy bezstresowo i z początku niewiele, ale cały czas. Choćby milimetrowymi kroczkami, ale zawsze do przodu. To jedyny klucz do sukcesu.

Trening przygotowania motorycznego, Warszawa
fitness klub Ursynów